02 września 2012

Get rich or die

NuPlays w kategorii

Gdyby agresję tkwiącą w chłopakach z szoł-biznesu skierować na Afganistan, już dawno byśmy tam pozamiatali.

Dobry Pan pozwolił nam poznać kilku sławnych muzyków. Wierzcie nam, wszystkie złe rzeczy, które matki dorastających córek opowiadają sobie o nich po niedzielnym nabożeństwie to czysta prawda. Jeszcze gorsi są ich menedżerowie. Jeden z nich próbował nas kiedyś udusić. Był bardzo niedelikatny. Powinien trafić do marines. Czterech chłopa nie mogło go zmusić do kapitulacji.

Czasami nam się wydaje, że gdyby całą agresję, która nakręca show-biz wykorzystać na froncie w Afganistanie, już dawno moglibyśmy tam sprzedawać nasze iPady i derywaty finansowe wymyślone na Wall Street. Chłopcy z wojska mogliby wtedy pisać piosenki. Po 11 latach ciągłych wojen zasługują na coś lżejszego. Chociaż… Elvis po służbie w armii nigdy już nie był taki jak dawniej. Albo ten Brytyjczyk… James Blunt. Nie wiemy, co mu tam robili, ale to musiało być coś bardzo złego. Normalny człowiek nie jest tak liryczny.

Dość długo kombinowaliśmy, dlaczego show-biz przyciąga tak wielu rzeźników wagi ciężkiej. I pewnie dalej byśmy łamali sobie głowy, ale trafiliśmy na statystyki amerykańskiego Departamentu Pracy. Wynika z nich, że w USA (dane z 2010 roku) jest 269 400 osób, pracujących jako muzycy i piosenkarze. Wśród nich jest 93 500 duszyczek, które trudnią się prowadzeniem zespołów (music directors) i komponowaniem. Wiecie, co to oznacza?

Brutalną wojnę. Agresywną selekcję. Perfidne strategie. Nieustanne bombardowania. Ciągły ostrzał. Frontalne ataki. Porywanie z okopów. Tortury. Minowanie szlaków. Niewinne ofiary. Wyobraźcie sobie wyprzedaż w Harrodsie i podnieście ją do potęgi setnej. Tak właśnie wygląda wyścig do pierwszej setki listy Bilboardu. A teraz uświadomcie sobie, co się dzieje na poziomie pierwszej dziesiątki. Macie w sobie instynkt mordercy, żeby wejść tak wysoko? Jeśli nie, załóżcie przynajmniej konto na NuPlays. Wiecie, ile zarabia średnio muzyk w USA? 22, 39 dolara na godzinę. Dajemy wam szansę, żebyście mogli sobie trochę dorobić do tych pieniędzy. Nie każdy przecież ma taki komfort jak Mick albo Keef, którym forsa już pół wieku sama spada z nieba.

Jeśli nie wierzycie nam, że biznes muzyczny to twarda szkoła życia, to posłuchajcie przynajmniej Keitha Richardsa, który w autobiografii „Życie” tak podsumował branżę: „Zdaliśmy sobie sprawę, że nie będąc gangsterami, jesteśmy częścią jednego z najbardziej brudnych biznesów, jakie istnieją. To biznes, w którym jedynym momentem, kiedy ktoś się śmieje, jest chwila, gdy zrobi kogoś innego w balona” (Życie, str. 170). Sądzicie, że w ciągu pół wieku coś się zmieniło na lepsze, prócz tego, że trochę staniały bilety lotnicze?

Tagi:Biznes muzyczny
Podobne wpisy: